wtorek, 18 sierpnia 2015

34. "Ból serca nie trwa wiecznie. Odpowiem, że mam się w porządku. Północ nie jest czasem na śmiech, kiedy mówisz "żegnaj". (...) Nie próbuj mnie zatrzymywać ani pytać czy czuję się dobrze. Nie mam odpowiedzi".

""Ja Thomas Mike Stanley, urodzony 15 września 1992 roku w San Diego, w stanie Kalifornia USA, zobowiązuję się do oddania organów potrzebnych do przeszczepu w razie nagłej, niespodziewanej śmierci. Moja wolą jest także, aby organy te otrzymała nijaka Amanda Ellie Knightley, urodzonej 15 września 1992 roku w San Diego, w stanie Kalifornia w USA, moja siostra oraz jedyna najbliższa rodzina. Pragnę, aby akt ten został potraktowany jako testament oraz potwierdzenie mojej woli. 




Thomas Mike Stanley




Jeden dzień może zmienić wszystko. Jedna osoba może dać nam tyle ile nie dało nam tysiące innych. Jedna łza może zmienić nasz sposób myślenia, tak samo jak jedno zdarzenie może dać nam nadzieję. Nadzieję, która każdemu z nas potrzebna jest niczym powietrze. Łakniemy jej. Łakniemy zapewnienia, że wszystko będzie w porządku. Pragniemy aby ktoś pochwycił nas w ramiona  szeptał do ucha, że wszystko się ułoży. Pragniemy obecności drugiej osoby nawet jeśli ta znajomość nas niszczy. Czujemy się z tym źle, ale i tak robimy na przekór rozumowi, słuchając tylko serca. Bo to ono zawsze zwycięża w tej nierównej walce. Nawet wtedy, kiedy wydaje się zbyt słabe by w ogóle walczyć. Bo czasem jest tak, że te najbardziej kruche i niepozorne, okazują się być tymi najbardziej wypełnionymi miłością i wolą walki. Czasem zdarza się to zbyt często. A czasem prawie w ogóle. Bo na tym właśnie polega życie. Na tym aby płatać nam figle. Na tym aby zaskakiwać nas z każdą sekundą. Trzeba tylko znaleźć sens. A wtedy wszystko stanie się jasne. 






POV Dercy




Zarzuciłam na siebie zielony fartuch pielęgniarki. Wystarczył jeden fałszywy dokument, kilka podpisów i już mogłam legalnie pracować w szpitalu. To było zbyt proste. A jednak. Ludzie są naiwni. Cholernie naiwni i pewni tego, że wcale tak nie jest. Jednak to ich gubi. Uśmiechnęłam się pod nosem, pewnym krokiem kierując się na salę, gdzie leżały świeżo urodzone niemowlaki. Rozglądnęłam się dyskretnie i niezauważenie włożyłam niemowlaka do jeszcze bezimiennego pojemnika, w którym leżała już mała dziewczynka, z gęstymi, ciemnymi, lokatymi włoskami i zielonymi oczami. Wyglądała jak mała kopia Stylesa. Teraz chłopak nie będzie mógł się wyprzeć, bo dziecko na prawdę należało do niego. Uśmiechnęłam się szerzej, wyjmując ją i, wkładając do pojemnika z którego wcześniej wyjęłam martwego niemowlaka blondynki. Rozglądnęłam się jeszcze raz i, widząc jak jedna z pielęgniarek wchodzi właśnie na salę udałam, że poprawiam małej poduszkę. Wzięłam głęboki wdech, a mój wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Nie musiałam udawać. To była dla mnie przyjemność. Przedstawienie czas zacząć.
- Chryste... Pomocy! Ono nie ma pulsu!- krzyknęłam, udając spanikowaną. Nie musiałam długo czekać, aż wokół mnie zbierze się tłum lekarzy i pielęgniarek. Próbowali go reanimować, jednak ja wiedziałam, że to i tak na marne. Stanęłam z boku, patrząc z przejęciem wymalowanym na twarzy jak siwawy lekarz wdycha ze zrezygnowania.
- To było dziecko Amandy...- szepnął. Zauważyłam jak jedna ze starszych pielęgniarek, jego żona podchodzi do niego i obejmuje. Pierwszy raz widziałam jak facet, nie licząc Harry'ego płacze.
- Ile ta dziewczyna może przejść? Dlaczego ona musi tak cholernie cierpieć? Dlaczego Bóg wystawia ją na takie próby? Najpierw rak, ledwo co ją odratowaliśmy, a teraz jej dziecko... Sonja, kochanie. Powiedź, dlaczego?- słysząc jego słowa, ruszyłam do wyjścia, patrząc kątem oka na dziewczynę, która od teraz oficjalnie należała do Megan. Kolejne małe zwycięstwo.








Ile jest w stanie udźwignąć mała, krucha istotka. Jeden, tak delikatny człowiek. A może wokół nas znajdują się anioły, które pokazują nam jak należy walczyć? Być może ona była właśnie takim małym, pięknym aniołem w ciele człowieka. Tak. To było pewne. Amanda właśnie taka była. Była wyjątkowa, jedyna. Los zrzucił na nią wiele. Być może wydawałoby się, że zbyt wiele. Ale w ten sposób wystawiał ją na próbę. Teraz wszystko miało być dobrze. Miało. Bo jak wiadomo los kpi sobie nawet z aniołów. Bóg dał jej szansę. Ale teraz jej nowe serce było wystawione na kolejną, być może najcięższą z prób. Czy bezskrzydły anioł poradzi sobie i tym razem? Czy w końcu odkryje co jej warte jej uwagi, zrozumienia, uczucia, jej serca i oddania? Bo czasem nawet anioły potrzebują pomocy. Istnieją po to by pomagać. Ale im również potrzebna jest pomoc. Które oczy miały błyszczeć dla niej?





"Aniele mój powiedz, 
Czy możesz schować 
Mnie w ramionach? 
A w skrzydłach swych 
Osuszyć znów moje łzy 
Niewiele powiem Ci 
Czujesz sam 
W niebiosach łatwiej jest trwać 
oddychać niebem 
Tam zabierz nas... 

Aniele mój 
Ty przecież mnie jedną masz 
I mnie ochronisz za grzechy 
Niech życie ukaże mnie 
Ty przy mnie zawsze bądź 
Chociaż wiem, me niebo daleko jest 
Więc nie wpuszczą jeszcze mnie 
Jeszcze nie... 

W ciemną noc modlitwy krzyk 
Zostałeś tylko Ty 
I deszcz na twarzy mej 
W ciemną noc nie wierzę już 
Choć trzepot skrzydeł znów 
Do snu kołysze mnie 

Aniele mój 
Czasem nie wierzę w Ciebie 
W samą siebie też wiary brak 
Zraniłam wiele serc 
Lecz nie opuszczaj mnie 
Czuję strach, że to nie ostatni raz 
Popłynie czyjaś łza, gorzka łza... 

W ciemną noc modlitwy krzyk 
Zostałeś tylko Ty 
I deszcz na twarzy mej 
W ciemną noc nie wierzę już 
Choć trzepot skrzydeł znów 
Do snu kołysze mnie"


Magda Femme








Szaleje normalnie na tych wakacjach :D Jest nowy rozdzialik! Myślę, że wiele się wyjaśniło i jest to napisane w miarę logicznie, przynajmniej się starałam, żeby tak było :)
Dercy jak widzicie pojawiła się. Podrzuciła martwe dziecko Megan Amandzie, a słodką, zdrową dziewczynkę Amy porwała. Co na to Harry? Czy w ogóle się dowie? Co się z nim dzieje? Amy odratowana. Żyje. Ale jak zareaguje kiedy dowie się o śmierci owocu swojej zakazanej miłości? Co stanie się dalej?  Musiałam wyjaśnić te kwestie, ponieważ to opowiadanie czyta między innymi moja mama która jest mało ogarnięta w takich sprawach xD Pozdrawiam! :D Planuję napisać jeszcze około 5 rozdziałów i epilog :) Ale może wyjdzie więcej :) Czy jeszcze jakiś w tym tygodniu? Zobaczymy! Do znów :)














poniedziałek, 17 sierpnia 2015

33. "Ballada gołębicy. Odejdź w pokoju i miłości. Pozbieraj swoje łzy, trzymaj je w kieszeni. Zachowaj je na czas, kiedy naprawdę będziesz ich potrzebować".

Komentować mordki! :)






POV Liam




Trzymałem ją za drżącą dłoń, tak mocno jak tylko to było możliwe. W głowie wciąż krzyczały jej słowa. "Bardziej niż śmierci boję się samotności, tam na górze". Nie miałem jednak czasu się nad tym zastanawiać. Kiedy wpatrywałem się w jej zmęczoną i wykrzywioną w grymasie bólu twarz, zrozumiałem jak wielki błąd popełniłem, okłamując ją. Nigdy nie chciałem ją skrzywdzić. Nigdy nie miałem takiego zamiaru. Chciałem ją chronić. I tylko to mną kierowało. Być może dlatego jej słowa tak bardzo mnie zabolały. Moje przemyślenia przerwał jej kolejny krzyk wywołany skurczem.
- Przyj maleńka. Jeszcze jeden raz. Już prawie.- szeptała pielęgniarka, a brunetka wbiła paznokcie w moją skórę. Szeptałem uspokajające słowa, przecierając jej czoło szmatką. Nie chciałem się zastanawiać co będzie gdy wrócimy do domu. Liczyło się tylko tu i teraz. Usłyszałem jej ostatni krzyk. Odwróciłem wzrok, patrząc na małego skarba niesionego przez pielęgniarkę. Coś jednak mi nie pasowało. Coś było nie tak. Zmarszczyłem brwi, przenosząc wzrok z powrotem na dziewczynę, leżącą na łóżku. Automatycznie zapomniałem o wszystkim dziejącym się wokół nas. Wpatrywałem się w jej zmęczoną twarz, która wyrażała więcej bólu niż nawet ja byłem w stanie unieść. Podziwiałem ją. W tym momencie podziwiałem ją jak jeszcze nigdy. Dopiero teraz dotarło do mnie ile tak młoda dziewczyna mogła znieść. Ile jej kruche, wątłe ciało zdołało unieść i ile jej ogromne serce, które chciała darować wszystkim wokół. Posłałem jej lekki uśmiech, głaskając po policzkach. Dziewczyna jednak po chwili jakby wybudziła się z transu i zaczęła rozglądać się z niepokojem. Z obłąkaniem i przerażeniem w oczach spojrzała na mnie.
- Dlaczego ono nie płacze?- szepnęła tak, że tylko ja byłem w stanie ją usłyszeć. Zmarszczyłem brwi, nie rozumiejąc o co jej chodzi i dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej słów. Były niepokojące, ale jeszcze bardziej niepokojące było to, że miała rację.
- Dlaczego nic nie słyszę? Co się dzieję?- powiedziała nieco głośnej. Nikt jednak się nie odezwał. Każdy był zajęty swoimi obowiązkami. Szeptałem uspokajające słowa do momentu, kiedy zauważyłem, że moja kruszynka usypia. Dziękowałem w duchu i nadal nuciłem kołysankę. Z letargu wyrwał mnie jednak głos jednej z pielęgniarek.
- Hej, hej, hej! Skarbie, Amy nie zasypiaj.- mówiła, podchodząc bliżej. Zaczęła klepać ją lekko po policzkach, a ja odsunąłem się o krok, nie wiedząc o co chodzi.
- Otwórz oczy Amando. Nie możesz teraz spać.- powtarzała, a ja zmarszczyłem brwi.
- Dlaczego? Przecież jest wykończona.- sprzeciwiłem się. Zamarłem, widząc jak kobieta w fartuchu podnosi na mnie wzrok i piorunuje mnie spojrzeniem. Jej kolejne słowa sprawiły, że nie mogłem wykonać żadnego, najmniejszego ruchu, a mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa.
- Nie rozumiesz. Jeśli zaśnie, może się już nigdy nie obudzić.




*W tym samym czasie, w tym samym szpitalu*



POV Megan




- Jeszcze trochę. Da pani radę! Jeszcze raz.- słuchałam zawodzenia pielęgniarki, zwijając się z bólu. Czy oni do cholery jasnej nie mogli mi dać czegoś przeciwbólowego? Myślałam, że zaraz rozerwie mi podbrzusze. Tak. To kategorycznie moje pierwsze i ostatnie dziecko. W końcu od czego są skrobanki? Kolejny głęboki wdech, kolejny przeszywający ból. Krzyk. Kątem oka zauważyłam jak jedna z kobiet niesie coś, kładzie na kocyki i kręci głową z dezaprobatą. Spojrzałam w tamtą stronę doskonale wiedząc co to oznacza.
- Przykro mi.- "a mnie nie..."- pomyślałam. Moje dziecko nie żyło. Ale tylko chwilowo. Wiedziałam, że tak będzie. Można powiedzieć, że zrobiłam to z premedytacją. Ale śmierć tego dziecka pomogła mi tylko w dokonaniu ostatniej fazy mojego planu. Teraz tylko czekałam, aż Dercy wykona swoją część zadania.
- Czas rozpocząć ostatnią część gry.- szepnęłam sama do siebie, uśmiechając się w duchu.




POV Amy




Zostałam przewieziona na jedną z sal. Leżałam sama i czekałam. Czekałam i właśnie to wyczekiwanie było najgorszą z możliwych rzeczy. Czekałam, aż ktoś powie mi co z moim dzieckiem. Czekałam, aż ktoś w końcu powie mi cokolwiek. W tym momencie nie liczyło się nawet to, że Liam o wszystkim już wie. Gemma tu pracowała, więc bez problemu dowiedziała się o wszystkim. I tak byłam przygotowana na to, że już stąd nie wyjdę, więc nie musiałam się martwić o to, że mnie zamordują. Dość śmierci rozegrało się już w ostatnim czasie. Leżałam, patrząc jak aparatura pomaga mi jeszcze normalnie funkcjonować. Chociaż "normalnie to było raczej błędne określenie, zważając na to, że moje serce już prawie nie było. To i tak cud, że przeżyłam poród. "Widocznie Bóg postanowił dać mi jednak czas na pożegnanie". W tym samym momencie, kiedy o tym pomyślałam, z zewnątrz dobiegły dobrze znane mi głosy.
- Wpuście mnie do niej! Muszę z nią porozmawiać! Puszczaj!- słyszałam odgłosy szarpaniny, a mój oddech odrobinę przyśpieszył. Starałam się przygotować na to co zaraz nastąpi. Musiałam być na to gotowa. Odwróciłam głowę, a moim oczom ukazała się wysoka sylwetka chłopaka oraz zaraz za nim Zayna oraz Louisa, którzy starali się go powstrzymać przez wtargnięciem na salę w takim stanie. Wyglądał okropnie. Potargane włosy, wymięta koszula, podkrążone oczy. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że przecież to on był przy mnie cały czas. Nie Harry. Mimo, że nie był biologicznym ojcem mojego dziecka, traktował je jak swoje. Kochał mnie mimo tego, że na to nie zasłużyłam. Był gotów zostawić dla mnie wszystko, rzucić każdą rzecz żeby być przy mnie. Traktował mnie jak największy skarb i to on był przy mnie cały czas. To on zachowywał się jak prawdziwy mężczyzna. I dopiero teraz dotarło do mnie jak cholernie głupia byłam, że wszystkie te rzeczy odrzucałam. Powinnam dać mu szansę. Cholera on zasługiwał na milion szans. Ale to ja nie zasługiwałam na niego. I dopiero teraz, patrząc na niego dotarło do mnie jak bardzo go zraniłam.
- Liam, uspokój się do cholery!- krzyknął Zayn do wciąż szarpiącego się chłopaka. Wpatrywałam się w niego, aż w końcu nasze spojrzenia się skrzyżowały. I wtedy miałam wrażenie, że moje serce stanęło i nadszedł mój koniec. Nigdy nie widziałam w jego oczach tyle bólu, rozpaczy i zawodu. Wpatrywałam się w niego, nie mogąc wydusić słowa. Przeniosłam wzrok na chłopaków za nim, którzy byli gotowi go wyciągnąć z sali siłą, ale dałam im niemy znak, że nie ma takiej potrzeby. Chciałam dać mu szansę chociaż się pożegnać. Choć byłam świadoma, że to mógł być mój największy błąd.
- Jak mogłaś...- szepnął. Jego głos się łamał, a z oczy zaczęły kapać maleńkie łzy, które z całych sił starał się powstrzymać.
- Ty cholerna egoistko, jak mogłaś?!- krzyknął głośniej, a ja opadłam bezwiednie na poduszkę, zaciskając oczy. Czułam jego palący wzrok na swoim ciele. Czułam jak wypala dziurę w każdym zakamarku mojego ciała. W każdej jego części.
- Kiedy miałaś zamiar nam powiedzieć? Nigdy, prawda? Czekałaś, aż będzie po wszystkim, żeby uniknąć tej rozmowy?- teraz już nie krzyczał, ale każde jego słowo było wypełnione jadem. Wkładał w nie wszystkie swoje smutki, żale, złość i rozgoryczenie. A ja zaciskałam mocniej powieki, pozwalając łzą spływając na poduszkę. Nie mogłam na niego patrzeć. Bałam się jego spojrzenia.
- I ty miałaś prawo nas oskarżać o to, że nie wspomnieliśmy ci o Harrym? A tymczasem ty skrywałaś coś o wiele gorszego.- mówił dalej, a moje serce zmniejszało się z każdym jego słowem. Najgorsze było to, że miał rację. Nie miałam siły się już bronić.
- No powiedź coś. Mów do cholery! Dlaczego nic nie powiedziałaś? Miałabyś jeszcze szansę! Znaleźlibyśmy dawcę...
- Nie znaleźlibyśmy. A ja miałabym codziennie znosić spojrzenia, którymi teraz obdarzasz mnie ty? Miałabym wstawać rano i patrzeć jak gasnę w waszych oczach? Tak, jestem egoistką, ale chciałam żebyście zapamiętali mnie taką. Chciałam widzieć uśmiechy na waszych twarzach. Na twojej. Bo zależy mi ta tobie i może kiedyś by nam się udało. Żałuję tylko, że tak późno to zrozumiałam.- dopiero teraz odważyłam się na niego spojrzeć. Jego twarz tonęła pod natłokiem łez. Kleknął przed moim łóżkiem, nic nie mówiąc. Płakał głośno, a ja cicho łkałam. Trzymał moją rękę, całował ją i krzyczał.
- Nie możesz odejść! Nie pozwalam ci! Tak cholernie cię kocham. Nie możesz nam tego zrobić. Mnie, Mii, dziecko... Amy błagam. Zostań...- jego błagania jednak stawały się coraz mniej wyraźne. Tak jak i jego obraz. Wszystko stało się zamazane. Traciłam powoli kontakt z rzeczywistością. Ostatkami sił spojrzałam na monitor, który zaczął niepokojąco głośno piszczeć. Krzyki. Jego głośny płacz. Krzyki. Ciemność. Krzyki. Umieram. Taki właśnie miał być mój koniec. Żałowałam tylko, że nie zdążyłam ujrzeć owocu mojego i Harry'ego. Naszej zakazanej miłości, która nie miała prawa istnieć.





Dum dum dum! Jestem na wakacjach w Żywcu i na wieczór dostałam nagłego przypływu weny. Jestem strasznieee dumna z tego rozdziału :)
Ale co się dzieje? Amy umarła? ;/ Co znów uknuła Megan? Co tam się stało? :O
Proszę o komentarze mordki! Strasznie motywują :)

























piątek, 14 sierpnia 2015

32. "Potrzebuję Twojej pomocy, Nie mogę walczyć wiecznie. Wiem, że patrzysz. Czuję Cię".

Proszę każdego kto przeczyta ten rozdział o skomentowanie :) Zostawcie po sobie ślad! :) To na prawdę ma dla mnie ogromne znaczenie misiaczki! :) Szczególnie, że to jeden z ostatnich rozdziałów :')
Polecam włączać obie piosenki :) Każda dopasowana jest do fragmentów :")








POV Amy



Zawsze kochałam zimę. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką wystawiałam głowę na podwórko wraz z nadejściem pierwszego dnia tej cudownej pory roku i czekałam na pierwszy płatek śniegu. Kiedy go zauważyłam, nie zważając na to, że jestem boso i jeszcze w pidżamie, biegłam łapiąc go na malutki język. Pamiętam jak tata z mamą obserwowali mnie wtedy przez okno i śmiali się, tuląc do siebie z miłością jakiej nie zaznałam od ich śmierci. Z miłością, którą stara się mnie obdarzyć grono moich najbliższych, ale której ja nie chcę przyjmować. Którą chciałabym celebrować z nimi i z moim nienarodzonym dzieckiem każdego dnia, każdej minuty i sekundy. Ale którą już nikogo nie zdążę obdarować i którą już za dwa tygodnie nie będą mogli darować mnie.
Dwa tygodnie.
Czternaści dni.
Trzysta trzydzieści sześć godzin.
Dwadzieścia tysięcy sto sześćdziesiąt minut.
Milion dwieście dziewięć tysięcy sześćset sekund.
Dokładnie tyle dzieli mnie od nieuchronnego. Tyle dzieli mnie od przewidywanej daty porodu, a co za tym idzie, także od mojego końca.
Zawsze kochałam zimę.
Do czasu...
Do czasu kiedy to właśnie tę porę roku wybrał sobie Bóg, aby przywołać mnie do siebie. Zostały mi dwa tygodnie. Dwa tygodnie i w dalszym ciągu tylko ja byłam świadoma tego co ma się stać. To nie tak, że nie próbowałam im wyznać prawdy. Próbowałam. Kilkanaście razy. Ale kiedy już mam zamiar im powiedzieć, wtedy dostrzegam na ich twarzy podekscytowanie. Są szczęśliwy tym, że za niedługo będą mieli kolejnego członka rodziny. Bo teraz byliśmy jedną, wielką rodziną. Tylko oni zostali mi na tym świecie, to oni obdarowywali mnie miłością.To przeze mnie chłopcy zaniedbali koncerty i fanów, rezygnując z trasy koncertowej. Chciałam im powiedzieć. Tyle razy chciałam to zrobić. Ale prawda była taka, że byłam tchórzem. Nie egoistką. O to nikt nie mógł mnie posądzić. Bo to dla ich dobra milczałam. Oni nie mieli pojęcia co przeżywam każdego dnia, kiedy się budzę. Kiedy tylko uchylam powieki i nachodzi mnie smutna, szara rzeczywistość. Tylko sen daje mi ukojenie.
I może właśnie tylko dzięki temu powoli godziłam się z myślą o odejściu.
To dla nich milczałam.
Moje ledwo bijące serce rosło z każdym uśmiechem, który pojawiał się na twarzy Mii, kiedy przykładała drobną rączkę do mojego brzucha. Uśmiech pojawiał się na mojej twarzy, kiedy widziałam iskierki w oczach Liama.
A później zamykałam się w pokoju. płacząc. Nie chciałam odbierać im tej radości. Chciałam widzieć na ich twarzach szczęście i uśmiech, a nie litość i smutek. Bo jestem przekonana, że gdybym wyjawiła im wszystko co mnie męczy właśnie to widziałabym codziennie.
- Mamusiu. Spójrz! To ja, Ty i dzidziuś!- krzyknęła radośnie mała czarnoskóra. Siedziałyśmy na podłodze w pokoju Gemmy. Właściwie nie wiem, dlaczego właśnie tutaj. Mała rysowała, a ja siedziałam obok, opierając się o kanapę i, głaszcząc Liamsona. Psiak, słysząc głos dziewczynki automatycznie poniósł łepek i spojrzał na nią zaciekawiony. Uśmiechnęłam się lekko, patrząc na jej małe arcydzieło.
- A to kto?- wskazałam palcem na patyczaka, trzymającego mnie za rękę. Mia posłała mi najsłodszy uśmiech i odpowiedziała:
- Tatuś.- wpatrywałam się w nią, głaszcząc czarne loczki na jej drobnej główce. "Tatuś". To słowo krążyło w mojej głowie. Przyglądałam się temu jak mała wertuje jedną ze swoich książek, kiedy w pewnym momencie coś z niej wypadło. Mia, zrywając się na równe nogi wybiegła z pokoju, słysząc swoje imię gdzieś z dołu, z salonu. Kiedy wyszła, a raczej wybiegła, a w pokoju zostałam tylko ja spojrzałam na psiaka, który patrzył na mnie, stojąc pod drzwiami.
- No idź. wiem, że chcesz. Dam sobie radę.- powiedziałam, posyłając mu nikły uśmiech. Odkąd zaszłam w ciążę Liamson okazał się być mi najbliższym stróżem. Pilnował mnie kiedy spałam, kiedy jadłam, kiedy szłam do ogrodu. Miałam wrażenie, że tylko on wie co tak na prawdę się dzieje. Miałam wrażenie, że ten pies jest powiernikiem wszystkich tajemnic. Nie tylko moich. Czasem żałowałam, że nie potrafi mówić. Kiedy zostałam całkowicie sama, sięgnęłam dłonią po kartkę, która wypadła z kolorowanki Mii. Jak się okazało było to zdjęcie. Zatrzymałam powietrze w policzkach, kiedy dotarło do mnie co tak na prawdę trzymam w dłoni. Przejechałam dłonią po pochyłym piśnie, znajdującym się na odwrocie fotografii. Mimowolnie się uśmiechnęłam, patrząc na dwójkę uśmiechniętych, młodych ludzi. Patrząc na niego. Zielone, hipnotyzujące tęczówki, urocze dołeczki oraz ciemne loki. "Dla słodkiej Amy, Harry xx". 
I to właśnie w tym momencie coś się zmieniło. Właśnie teraz, patrząc na to zdjęcie, gdzie stałam uśmiechnięta wtulona w bruneta, zapragnęłam poznać wszystkie tajemnice. Chciałam odzyskać wszystkie zabrane mi wspomnienia. Chciałam dowiedzieć się co tak na prawdę łączyło mnie z tajemniczym Harrym. Pragnęłam załatać tą cholerną dziurę w sercu, którą odczuwałam od dnia wypadku. Nie chciałam być na straconej pozycji. Owszem, także ich okłamywałam, ale było jedno "ale". Oni w końcu odkryją mu sekret, a ja umrę żyjąc w niewiedzy. Podniosłam się z podłogi. podchodząc do szafki, gdzie Gemma trzymała dokumenty. Wiem, że nie powinnam. Wiem, że to niestosowne i to jej prywatność, ale czułam, że tylko tu znajdę odpowiedzi. Przecież nie mogła udusić ciężarnej, prawda? Wzięłam głęboki wdech i zabrałam się za przeszukiwanie pierwszej teczki.
Włączyłam laptopa. Wstukałam odpowiednie hasło. Wyskoczyło mi więcej niż chciałam. Teraz wiedziałam już wszystko. Wiedziałam o wszystkim co przez miesiące starali się tak bacznie ukryć. Z bijącym sercem przekroczyłam próg salonu. Byli tu wszyscy. Gemma z Louisem jak zwykle bawili się w Mią, Caroline, Niall, Zayn i Pierre siedzieli na kanapie zawzięcie o czymś rozmawiając, a Liam siedział w fotelu, słuchając z szerokim uśmiechem tego o czym debatowała reszta. Kiedy tylko weszłam głębiej, wszystkie spojrzenia przeniosły się na moją osobę. Z twarzy moich przyjaciół nie schodził uśmiech, ale kiedy tylko zobaczyli moją minę ich humor diametralnie się zmienił. Liam patrzył na mnie zaniepokojony, a ja powtarzałam w myślach, aby zachować spokój. Usiadłam na wolnym fotelu, w dłoniach ściskając kruczowo papiery, które zdążyłam wydrukować. Nikt się nie odezwał. Wszyscy patrzyli na mnie, jakbym była co najmniej widmem. A może właśnie tak mnie postrzegali? Odchrząknęłam, patrząc na Gemme, która wpatrywała się we mnie z lekkim uśmiechem.
- Jak tam twój brat Gemmo?- siliłam się, aby mój głos brzmiał jak najbardziej pewnie i niewzruszenie. W rzeczywistości moje serce szalało, a ślina nie chciała przejść przez gardło. Zauważyłam jak blondynka wstrzymuje powietrze, patrząc nerwowo na pozostałych. Dla mnie natomiast był to znak. Znak, że się nie myliłam i, że tym razem to oni byli na straconej pozycji. "Głupia... przecież to ty z każdym oddechem stajesz się słabsza." Po długiej ciszy, dziewczyna w końcu zabrała głos. Drżał. Tak jak i ona cała.
- Ale... skąd... ja...- zaczęła się jąkać. Zaprzeczyłam ruchem głowy, przenosząc wzrok na kolejną osobę. Chłopak siedział w fotelu, patrząc na mnie jak na zjawę. Jego spojrzenie wyrażało zaskoczenie, smutek i... ból. Uniosłam lekko kąciki ust, starając się wyglądać na pewną siebie. Tak na prawdę niczego nie mogłam być pewna. Nie w tej chwili. Nie w tym momencie.
- Stary znajomy, dawny, zapomniany kumpel. Druh z kapeli. Niczym przyszywany brat. Mam rację, Liam?- odpowiedziała mi głucha cisza. Przejrzałam jeszcze wzrokiem każdego z osobna. Siedzieli ze spuszczonymi głowami, bawiąc się palcami. Zaśmiałam się pod nosem. Spodziewałam się takiej reakcji. Chwyciłam w dłoń jeden z artykułów, które wydrukowałam i zaczęłam czytać na głos.
- "Harry Styles, jeden z najbardziej kontrowersyjnych członków zespołu One Direction postanowił pożegnać się z muzyką po trzech latach wspólnej pracy. Sam zainteresowany nie chce komentować całego zdarzenia, ale mamy podstawy podejrzewać, że ma to związek z młodziutką lekarką Amandą Knightley, która jak się niedawno okazało zaszła w ciążę. Tydzień przed podjęciem decyzji o odejściu z kapeli Harry i Amanda spędzili romantyczne chwile na jednej z brytyjskich plaż. Czyżby pomiędzy tą dwójką doszło do czegoś więcej? Niestety żaden z członków zespołu nie chce wypowiadać się na ten temat."- gdy skończyłam, uniosłam głowę. Czułam jak zaczynam drżeć. Rzuciłam na stół wszystkimi artykułami oraz papierami znalezionymi u Gemmy i, czując jak w kącikach oczu zbierają mi się słone krople spojrzałam na ludzi, którzy zwali się moimi przyjaciółmi.
- Zaraz... grzebałaś w moich rzeczach?- usłyszałam głos Gemmy, która przeglądała właśnie jeden z wielu dokumentów potwierdzających moje racje. Prychnęłam, patrząc na nią wzrokiem jakim nigdy nie powinna nikogo obdarowywać.
- Czy na prawdę to jest teraz twoim największym zmartwieniem?- szepnęłam, przecierając policzki. Długo nikt się nie odzywał. Dopiero po kilkunastu minutach usłyszałam głos.
- Zrobiliśmy to żeby cię chronić. Ja... my... nie chcieliśmy cię okłamywać. Amy tak strasznie mi żal. To nie tak miało wyglądać, ale to wszystko jest bardziej skomplikowane niż...
- To jego dziecko, prawda?- odezwałam się cicho, przerywając brunetowi. Spojrzałam w dół na okrągły brzuch, aby chwilę później ponownie patrzeć na nich. Zorientowałam się. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Wszystko co mi wmawiali było kłamstwem. Wszystko.
- Wcale się nie upiliśmy, nie spałam z tobą. Oczywiście, że nie. To jest niepodobne to żadnego z nas. Wykorzystałeś mój wypadek i amnezję, aby ze mną być. Wiedziałeś, że czuję coś do Harry'ego i dlatego pomyślałeś, że skoro zapomniałam o jego istnieniu to możesz mnie mieć. Pamiętam o twoim wyznaniu. Prawie ci się udało, Liam. Prawie...- nie wiem w którym momencie zaczęłam płakać. Caroline dawno wyprowadziła Mię z pokoju. Wszyscy patrzyli na mnie zaskoczeni. Czyżbym trafiła w sedno?
- Tak, to dziecko Harry'ego, ale to nie tak, że chciałem cię wykorzystać. Nie miałem takiego zamiaru! Na litość boską Amy!- wstałam tak gwałtownie, że zakręciło mi się w głowie, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- I skąd mam wiedzieć, że teraz też nie kłamiesz? Utraciłeś moje zaufanie. Okłamałeś mnie i nie wmawiaj mi, że to dla mojego dobra. Gówno prawda! Myślałeś tylko i wyłącznie o sobie, tak jak i wy wszyscy.- traciłam widoczność przez gromadzące się w oczach łzy.
- Nawet bolesna prawda jest lepsza od kłamstwa, bo kiedy okaże się,  że to kłamstwo, boli jeszcze bardziej.- szepnęłam na tyle głośno, żeby byli w stanie mnie usłyszeć. Ruszyłam w stronę schodów nie zważając na ich wołania. Jeden schodek, drugi, piąty, dziesiąty... Utrata świadomości, upadek, przeszywający ból w dole brzucha i ciemność... Czy tak wygląda śmierć?








"Policz do dziesięciu, a potem otwórz oczy".- postanowiłam zrobić tak jak podpowiada mi umysł.
Jedem... słyszałam krzyki. Ktoś wymawiał moje imię. Kilka razy. Nie znałam tego głosu. Postanowiłam odliczyć jeszcze do dziewięciu.
Dwa... poczułam jak ktoś kładzie dłoń pod moje plecy i delikatnie mnie podnosi.
Trzy... czułam lekkie turbulencje. Czyżby gdzieś mnie nieśli?
Cztery... pierwsza próba. Niepowodzenie.
Pięć... poczułam gwałtowny i niewyobrażalny ból w okolicach podbrzusza. Zwinęłam się z bólu. Czy tak ma wyglądać teraz moje życie?
Sześć... ktoś chwycił mnie za rękę. Ścisnęłam ją mocniej nawet nie wiedząc kto to.
Siedem... kolejna fala bólu. Tym razem silniejsza. Krzyknęłam.
Osiem... poczułam coś lepkiego między nogami.
Dziewięć... kolejne krzyki. Ktoś mocniej ścisnął moją dłoń.
Dziesięć... to już. Pora. Czas.
Otworzyłam oczy. Oślepił mnie nagły blask światła. Zmrużyłam powieki, starając się ponownie nie krzyknąć z bólu. Spojrzałam w bok. Kilkoro ludzi w białych kitlach. Byłam wieziona na noszach. Mój wzrok przeniósł się w dół. Dopiero wtedy dotarło do mnie co się dzieje. To już. Teraz. Opadłam na poduszkę, próbując złapać oddech. "Nie... nie! Błagam... jeszcze za wcześnie. Nie chcę! Nie mogę! Nie zdążyłam się jeszcze pożegnać!". Oddychałam płytko, czując jak ktoś kruczowo ściska moją dłoń. Przeniosłam wzrok na osobę, która to robiła i rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- Shhh... nie płacz maleńka. Wszystko będzie dobrze.-szeptał, a ja wpatrywałam się w niego coraz bardziej płacząc. Dusiłam się łzami, patrząc na Liama. Ścisnęłam mocniej jego dłoń i szepnęłam:
- Zostań ze mną. Błagam, nie zostawiaj mnie. Proszę...- powtarzałam tak długo dopóki nie znaleźliśmy się w sali operacyjnej.
- Nie zostawię cię. Jestem przy tobie, Amy. Zawsze będę.- widziałam w kącikach jego oczu łzy. Uniósł dłoń i drżąc przetarł mój policzek.
- Bardziej niż śmierci boję się samotności tam, na górze.- to było ostatnie co zdążyłam wypowiedzieć, zanim uderzył mnie mój pierwszy, niewyobrażalnie silny skurcz. Zachłysnęłam się powietrzem, wbijając pazury z jego dłoń.






Witam misiaki :) Pierwotnie ten rozdział miał być wiele dłuższy, ale uznałam, że zanim go napiszę będzie pewnie przyszły tydzień, zważając na to, że jutro znów pozbywam się laptopa, a poza tym podzielę go na dwie części i będzie fajnie :D
Zdradzę, że wiem już jakie będzie zakończenie i pod epilogiem wyjawię wszystkie moje pomysły xD
A co dzisiaj tutaj mamy? Amy w końcu odkryła tak pilnie strzeżoną tajemnicę. Spadła ze schodów? ;o Co z dzidziusiem? Zaczęła rodzić dwa tygodnie przed terminem. Czy umrze?
Powiem tylko tyle, że w kolejnych rozdziałach będzie dużo więcej Megan oraz Harry'ego. W końcu to ostatnie chwile!
W poniedziałek jadę na wakacje, tak więc mam nadzieję, że tak także zdołam coś napisać ;)
Do znów mordki!


























wtorek, 4 sierpnia 2015

31. "Spotkamy się w piekle, kochanie."

Witam kochani! Ważna notka pod rozdziałem :)
Proszę bajdzo bajdzo o komentarze, bo na prawdę uwielbiam je czytać <3 Dodają mi takiego kopa do dalszego pisania! :)


Siedział na kanapie. Oparty plecami o miękki, czerwony materiał siedział, wpatrując się w punkt przed sobą. Nie wiedział co robić. Wszystkie myśli mieszały mu się w jedną wielką kulkę, ale jedna z nich widocznie wybijała się z kupki. Jak mógł być tak głupi. Jak mógł nie dostrzec tego wszystkiego. Tych samych, lazurowych oczu. Tego samego uśmiechu. Podobnego nosa i identycznego chodu. To wszystko były banały. Zbyt proste rzeczy aby zwracać na nie uwagę. Zbyt banalne, ale zarazem tak oczywiste. Przez całe życie żył w nieświadomości. Przez pół życia żył tak blisko niej. Wciąż zarzucał sobie, że za późno się zorientował. Ale co by dało gdyby wpadł na to wcześniej? Czy to wszystko potoczyłoby się inaczej? Czy teraz siedziałby z siostrą, wkuwając na egzamin? A może piliby kawę w któreś z knajpek Starbucksa?
Siedziała na krześle. Oparta o drewnianą powierzchnię, która dla niej była niczym tron. Wpatrywała się w niego, zaciągając się kolejną dawką nikotyny. Co z tego, że była w 5 miesiącu ciąży? Zupełnie się tym nie przejmowała. W końcu dla niej to dziecko znaczyło tyle co nic. Głupia wpadka. Ale powoli w jej głowie rodził się plan. Kolejny. Kolejna gra. Kolejny przegrany. Bo żyła w świadomości, że wygranym będzie ona. Zaśmiała się pod nosem, widząc zadumę chłopaka. Bawiło ją to w jaki sposób zareagował na to wszystko. Bawiło ją to, że w jakim stopniu się przejął. Wiedziała, że nadszedł czas żeby znów troszkę go potresować. Brunet i tak nie był świadomy co się wokół niego dzieje. Jego choroba pogłębiała się z każdym dniem, a ona wiedziała, że chłopak nadaje się tylko do psychiatryka. Ona miała jednak zupełnie inny plan, który szybkimi krokami zbliżał się do końca.
On nie był świadomy co stanie się za kilkanaście minut. Nie był świadomy tego, że nigdy nie odzyska siostry. Nigdy jej nie zobaczy. Nigdy nie dotknie, nie przytuli. Nigdy nie zobaczy jej dziecka. Nie zostanie wujkiem, ani nie zobaczy nic co kiedyś było mu tak bliskie. Jego czas dobiegał końca i tylko ona była tego świadoma. On nie mógł mieć pojęcia o tym co uroiło się w jej głowie.
- Nie mów, że się przejmujesz.- usłyszał jej zachrypły głos. Ospale podniósł głowę i spojrzał na jej wyrażającą wyższość sylwetkę. Wzruszył ramionami i, chcąc zmienić temat zapytał nieśmiało:
- Powinnaś rzucić to gówno. Trujesz małego.- w odpowiedzi usłyszał tylko jej kpiący śmiech. Wzdrygnął się.
- A co cię to obchodzi.- odpowiedziała, odpalając kolejnego szluga. Brunet westchnął głęboko i przecierając twarz dłońmi ponownie wzruszył ramionami.
- Jakby nie było to też moje dziecko.- to wystarczająco zamknęło dziewczynę. Plan czas zacząć. Nic nie mówiąc wstała i wolnym krokiem ruszyła w jego kierunku. Poruszała się zwinnie jak kotka, a każdy jej ruch był przemyślany. Ale to wszystko była gra. Pieprzona gra, w której królową byłą ona. Gra, w której nie było zasad. Usiadła na jego kolanach i mocno przytuliła. Gładząc po plecach mruczała pocieszające słówka. W każdej innej sytuacji byłoby to urocze. Ale nie teraz. Ta para nie była urocza. Ta znajomość była toksyczna. On nie mógł wiedzieć, że ostatni raz czuje zapach jej ciała, alkoholu, papierosów. Nie miał pojęcia, że przyjdzie mu zapłacić największą cenę za znajomość z panną Poolson.
- Thomas... skarbie. Tak bardzo mi jest żal, że muszę to zrobić, ale taka jest kolej rzeczy. Rodzimy się by umrzeć. A ty robisz to przecież dla swojej siostrzyczki... Spotkamy się w piekle, kochanie. - szeptała, a z każdym słowem jej głos stawał się coraz bardziej przepełniony jadem. Zanim chłopak zdążył zareagować, blondynka zamachnęła się i wbiła metalowe ostrze w jego brzuch. Trafiła dokładnie tam gdzie chciała, żeby nie uszkodzić najważniejszego organu, który był jej najbardziej potrzebny.
Kiedy usłyszała jego ostatni oddech uśmiechnęła się dumne, wykręcając numer pogotowia. Kilka słów, udawana rozpacz, list, który dzień wcześniej napisał, kilka podpisów i było po wszystkim.
Usiadła na kanapie, gdzie jeszcze niedawno leżał martwy chłopak. Świetne upozorowała samobójstwo. Choroba psychiczna Thomasa bardzo jej w tym pomogła. Oczywiście nie wzięła się znikąd. Musiała dosypywać mu proszki do jedzenia, picia, alkoholu. Poprzedniego wieczoru napisał list. Oczywiście niczego nie pamiętał. Blondynka wzięła kopie w ręce, i z satysfakcją zaczęła wpatrywać się w pochyłe pismo. Wiedziała o wszystkim. Wiedziała, że Harry pojechał do Londynu. Wiedziała także, że Amy jej w ciąży. Wiedziała, że straciła pamięć, a wraz z nią wspomnienia o niej i o Stylesie. Wiedziała, że umiera i potrzebna jej pomoc. Zamierzała jej pomóc. Już to zrobiła. Uśmiechnęła się, gładząc po zaokrąglonym brzuchu.
- Straciłeś ojca, mały, ale mamy Harry'ego. On będzie lepszym tatusiem. Tylko mamusia musi go jeszcze nauczyć kto tu rządzi.- wiedziała o wszystkim. Wiedziała, że chce zemsty. Wiedziała, że ktoś musi cierpieć, żeby ona była szczęśliwa. Uratowała ją, choć jeszcze nikt o tym nie wiedział. Uratowała ją, po to by później zrobić coś o wiele gorszego. Aby zadać jej jeszcze większy ból. Ale nie ona miała najbardziej cierpieć. Był ktoś, kto swoim nieposłuszeństwem naraził się bardziej. Ale to ona była wilkiem. To ona rządziła stadem.








Siedziała na kanapie, pijąc herbatę, którą zrobił jej Louis. Wpatrywała się w list, czytając po raz setny jego treść. Wciąż nie mogła uwierzyć w to co się stało. Nie mogła uwierzyć, że przez tyle lat żyła w nieświadomości. Nie mogła pogodzić się z faktem, że miała brata obok siebie, a nawet nie śmiała podejrzewać, że łączy ich więcej niż się spodziewali. A najbardziej przerażał ją fakt, że chłopak popełnił samobójstwo. Nie dochodziło do niej, że mógł mieć jakieś problemy psychiczne, ze swoim własnym umysłem, podświadomością. Nie mogła uwierzyć. A może nie chciała. Tego wszystkiego było za dużo. Za kilka miesięcy miała mieć poród. Bała się. Cholernie się bała, bo choć dziecko rozwijało się dobrze, tylko ona wiedziała, że dzień porodu oznacza datę jej końca. Nie było już ratunku. W przeciągu kilku miesięcy nie ma szans znaleźć dawcy. Cieszył ją tylko fakt, że nikt już nie wypytywał. Nikt na siłę nie wyciągał informacji. Nie mieli pojęcia, że ich kochana Amanda odejdzie, aby spotkać się z bratem. Z aniołami. Że sama stanie się jednym z takich uroczych aniołów, który będzie ich wszystkich strzegł. I strzegł swojego dzieciątka. Żyła w przekonaniu, że maluch zostanie z ojcem. Nie miała pojęcia, że jego prawdziwy ojciec będzie przeżywał piekło gdzie indziej. Zapomniała już o tajemniczym Harry'm. Nie przejmowała się już tym, że utraciła część wspomnieć. Obrała sobie za cel spędzenia ostatnich miesięcy z najbliższymi. Uśmiechała się, bawiła, ale jej serce słabło z każdą minutą, z każdym oddechem i z każdym krokiem. I tylko ona była tego świadoma. Inni nie pytali. Byli zbyt pochłonięci przygotowaniami do urodzin małej Mii, która kończyła 6 lat. Dziewczyna cieszyła się, że dożyła chociaż tej części roku. Tego cudownego dnia. Pierwszych wspólnych urodzin. Cieszyła się, bo choć skończyła niedawno dopiero dwadzieścia lat, czuła, że spełniło się wszystko o czym marzyła i co chciała osiągnąć. Mimo to, trudno było się żegnać. Trudno było się rozstawać. Nie chciała tego, ale ten dzień musiał w końcu nadejść. Nie chciała tego. Bała się i strach przewyższał każde jej uczucie. Ale dziewczyna nie miała pojęcia o tym, że los dał jej kolejną szansę. Ale czy gdyby wiedziała jak to się stało, czy dalej na jej twarzy pojawiał by się uśmiech?










Witam mordki! 31 rozdział za nami c;
Na początku chciałam Was przeprosić, że dodaję dopiero teraz, ale wyszło jak wyszło. Troszkę się uczem, troszkę pracuję, ale nie o tym chciałam Wam powiedzieć.
Mówię z góry, że kolejny rozdział pojawi się w dniach od 14-16 sierpnia czyli w przyszłym tygodniu :) Później pójdzie już z górki, gdyż nasze opowiadanie dobiega końca.
Ten rozdział napisała w nietypowy sposób, ale muszę przyznać, że świetnie mi się go tworzyło :D Kolejny oczywiście będzie taki jak zazwyczaj :)
A co to się tutaj stało :o
Thomas zamordowany przez Megan? Amy umiera? Ale czy na pewno?
Cóż.. myślę, że wiele się wyjaśniło :)
Zdradzę tylko, że następny rozdział pokaże coś co odkryła Amanda w przeddzień swojej daty porodu. Później stanie się coś co nieuniknione :D więcej nie zdradzę! Podpowiem tylko, że ostatnie rozdziały będą pełne dreszczyku, zapachu stęchlizny i alkoholu oraz starych magazynów xd
Domyślajcie się ;D Tak, ktoś umrze, ale niekoniecznie już w następnym rozdziale :)
A teraz chciałam podziękować Wam za prawie 41 tys. wyświetleń bloga :o
Na prawdę doceniam to i szczególnie Wasze komentarze, które cholernie mnie motywują ;')
I jeszcze jednak kwestia.
Czytam zażarcie jednego bloga i jest to JEDYNY blog, który komentuje :)
Historia jest cudowna! Wciągająca fabuła, dziewczyna opisuje cudownie sytuacje, wampiry, naomiry, magia Tomlinson w roli głównej, więc czego więcej chcieć?
Na prawdę. Opowiadanie jest cudowne zarówno jak i dziewczyna.
Chciałam już teraz serdecznie podziękować jej za długaśne komentarze, które tak uwielbiam i czytać i chciałabym, żeby nie miały końca! Dziękuję Ci Amelcia :* A moich czytelników nakłaniam do zajrzenia na jej bloga! ------- > http://thedarkworldfanfiction.blogspot.com/

A tutaj krótki opis fabuły:

Louis i Dakota są wampirzym rodzeństwem, które żyło jako ludzie w przeszłym stuleciu. Ciągłe kłótnie i sekrety wykańczają nie tylko ich, ale także osoby z ich otoczenia. Louis chorobliwie i za wszelką cenę, chcąc chronić siostrę nie mówi jej całej prawdy o tym czym się zajmuje. Ciekawska i nie mogąca znieść ciągłej kontroli wampirzyca, wraz ze swoją przyjaciółką pewnego dnia odkrywają coś co zmienia życie wszystkich na zawsze. Naomiry, mroczna historia rodziny Horanów. Co będzie jeśli śmiertelni wrogowie zamieszkają razem pod jednym dachem? Co jeśli nie skończy się na jednym naomirze? Czy zaakceptują siebie? Czy Aleksander w końcu przestanie mścić się na najmłodszym bracie? Czy pozwoli rodzeństwu uwolnić się od siebie? Jak wielki zasięg może mieć zemsta czarownicy? Czy nowostworzony zabije niewinnych? Jakie uczucia zrodzą się między stęsknionym za zagubioną miłością która odeszła Niallu i porywczej i zatroskanej Dakocie? Co jeszcze nas zaskoczy?



 Jak na razie to mój opis gdyż opowiadanie jest dopiero w połowie :) Mam nadzieję, że dojdzie do końca! Mam nadzieję, ze Was zachęciłam! Do napisania! :)
















sobota, 25 lipca 2015

30. "Jeśli ten pokój by płonął nawet bym nie zauważył. Bo pochłonęłaś całe moje myśli, ze swoimi, małymi, niewinnymi kłamstwami".

Na początku chciałabym Was bardzo, bardzo prosić o skomentowanie tego rozdziału. Każdego kto to czyta :) Pokażcie, że tu jesteście!

Koniecznie włącznie piosenkę *.* I słuchajcie jej w kółko! :)
Miłego czytania!



POV Amy




Wsiadłam do auta zdezorientowana całą tą sytuacją, która zaszła w sklepie. Wciąż miałam przed oczami jego uroczy uśmiech i intensywną zieleń tęczówek. Wciąż miałam w głowie jego obraz i przyznam, że zaczęło mnie to nieco niepokoić. Miałam wrażenie, że skądś go kojarzę, ale nie miałam żadnego zarysu. Żadnej wskazówki, gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach go spotkałam. Może mijaliśmy się przez przypadek na ulicy, w sklepie lub w restauracji? Może był ojcem jednego z moich pacjentów? Nie. Ta opcja zdecydowanie odpadała. Nie wyglądał mi na grzecznego tatusia. Jego ostre rysy twarzy, niesforne, ciemne loki i tatuaże zakryte jedynie skrawkiem materiału, pokrywające całe ręce. I jego wiek. Mógł mieć najwyżej dwadzieścia lat z hakiem. Był zdecydowanie za młody jak na ojca. Zresztą, tak jak i ja na matkę. Pogłaskałam odruchowo swój lekko widoczny brzuch. kończyłam trzeci miesiąc, ale kruszynka nie była wcale taka krucha i malutka.  Doskonale wiedziałem, że dziecko czuje, że rodzice i otoczenie nie cieszy się z tego, że ma się narodzić, zaistnieć. Że udzielają mu się szczególnie odczucia matki. Moje. Bo przecież nosiłam go pod swoim sercem. Doskonale wiedziałam, że czuje mój strach, moją niepewność. Chciałam maskować te uczucia za radością. Ale prawda była taka, że w obliczu tego co miało mnie czekać, czegoś o czym wiedziałam tylko ja, nie było na nią miejsca. Nie potrafiłam jej okazać, choć tak bardzo byłam jej spragniona. Łaknęłam jej jak duszące się zwierze powietrza. Jak ryba wody. Jak ptak latania. Jak człowiek drugiego człowieka. Ja miałam wparcie w moich przyjaciołach. W Liamie. Wciąż jednak nie mogłam zrozumieć dlaczego nie chcę dać mu szansy. Dlaczego ogradzam go grubym murem. Dlaczego bronię się przed jakimkolwiek głębszym uczuciem do niego. Tłumaczyłam to sobie jednym powodem. Tym, że i tak nie będzie mógł się mną długo nacieszyć, a wtedy będzie bolało jeszcze bardziej. Wolę by myślał, że jest dla mnie tylko przyjacielem. Ale było coś jeszcze prócz strachu i obawy. Była niesamowita pustka w jakiejś części mojego serca. Jakby ktoś ją wyrwał, zabrał i po której nie pozostało nic. Miałam wrażenie, że po moim wypadku coś się zmieniło. Doskonale wiedziałam, że doznałam lekkiego wstrząsu mózgu i amnezji. Jednak wszyscy zapewniali mnie, że pamiętam o wszystkim. Że nic się nie zmieniło, że nie zapomniałam żadnych ważnych wydarzeń. Wrażenie pustki jednak pozostało. Ale kiedy tylko poruszałam ten temat, atmosfera stawała się napięta i nikt nie patrzył mi w oczy. Po pewnym czasie dałam sobie spokój, ale ich zachowanie utwierdzało mnie tylko w przekonaniu, że coś przede mną ukrywają. Kłamią. Że powinnam wiedzieć coś o czym nie mam pojęcia. Czułam się jak zagubiona łania. Znienawidziłam ten stan. Siedziałam w aucie, czekając na Liama, który został w sklepie. Zastanawiało mnie jego dziwne zachowanie w stosunku do Larry'ego. Nie. To było inne imię. Harry. Tak. Harry. Miałam wrażenie, że panowała między nimi dziwna atmosfera. Niepokojąca. moje rozważania przerwał ruch w lusterku. Odwróciłam się gwałtownie, zauważając obok wejścia do sklepu jego. Stał tam, wpatrując się we mnie bez żadnego ruchu. Przechyliłam lekko głowę, zwilżając bezwiednie wargi. Założyłam włosy za ucho i posłałam mu szczery uśmiech. Nie wiem właściwie dlaczego to zrobiłam. Odczułam taką potrzebę. Przekazania mu czegoś, czego do końca nie byłam świadoma. Zmarszczyłam lekko brwi, zauważając, że zaciska pięści. Nie odwzajemnił mojego gestu. Posłał mi ostatnie spojrzenie po czym zwyczajnie odszedł. Ale właściwie czego się spodziewałam? Nawrzeszczałam na niego w tym sklepie i wyszłam. Ale czy to teraz miało jakiekolwiek znaczenie? Zmęczona zbyt natrętnymi myślami zasnęłam oparta o szybę, z ręką spoczywającą na moim okrągłym brzuchu.





Ciemno. Cicho. Siedziałam. Tego byłam świadoma. Tylko tego byłam pewna. Opuszkami palców odnalazłam twardą powierzchnię. Krzesło. Poruszyłam się niespokojne, zwilżając wargi językiem. Minęła chwila zanim zorientowałam się, że ciemność jest spowodowana tym, iż na oczach mam założony materiał. Powolnym ruchem uniosłam dłoń i uchyliłem rąbek opaski. Bardzo powoli zdjęłam ją z oczu. Nic mi to jednak nie dało, gdyż w całym pomieszczeniu w którym się znajdowałam nie było widać zupełnie nic. Tylko ciemność. I jedno małe okno, przez które do środka wpadało słabe światło. Próbowałam wyczuć jakiekolwiek emocje. Ku mojemu zdziwieniu poczułam niezwykłą błogość i spokój. Nie czułam strachu spowodowanego otaczającym mnie mrokiem, ani nieświadomością gdzie się znajduję. Czułam spokój, kojącą ciszę i... pożądanie. Zapach seksu i perfum od Gucciego unosił się w powietrzu. Mimowolnie wciągnęłam ostry, seksowny zapach. Siedziałam jeszcze chwilę, nie wstając. Coś podpowiadało mi, abym została na swoim miejscu. Nie wiem kiedy to nastąpiło, ale w pewnym momencie poczułam na swoim ramionach czyiś dotyk. Wzdrygnęłam się, ale nie ze strachu. Poczułam jak dłonie suną lekko w dół, chwytając moje nadgarstki, które po uniosły się pod wpływem dotyku Nieznajomego. Poczułam na swoich palcach wargi. Ciepłe, miękkie. Gorący oddech rozbijający się o moją szyję. I szept. Kilka niepozornych słów, które chciałam usłyszeć. Pragnęłam tego, nie mając kompletnie pojęcia od kogo wypłyną. Nie mając świadomości kto za mną stoi. Usłyszałam tylko zachrypły głos i oślepiający blask zielonych tęczówek, które mieniły się pięknie w świetle księżyca. Rozpłynęłam się, oddając się cała. Oddając swoje ciało, duszę i serce. Oddając wszystko co posiadałam. Pragnęłam tego. 
- Tak bardzo tęskniłem. 




Obudziłam się, zbyt gwałtownie podnosząc się z siedzenia. Patrzyłam zdezorientowana przed siebie, nie wiedząc do końca czy już wybudziłam się z letargu, czy wciąż śnię. Próbowałam unormować oddech, kątem oka widząc, że Liam już wrócił i przygląda mi się zaskoczony i zaniepokojony.
- Coś sobie przypomniałam.- stwierdziłam, przecierając twarz rękoma. Wyprostowałam się w fotelu, przenosząc wzrok na chłopaka. To co zobaczyłam mocno mnie zaskoczyło. Siedział sztywno, nie wykonując najmniejszego ruchu. Miałam wrażenie, że na parę sekund wstrzymał oddech. Jego gałki o mało co nie wyszły z oczodołów, a ręce mocno zacisnął na zakupach, które wciąż miał w ręce. Postanowiłam zignorować jego reakcję i, zapinając pas powiedziałam:
- Mam jutro wizytę u ginekologa. Pierwsze USG. I dlatego mam pytanie.- mówiłam, poprawiając włosy w lusterku. Nie czekając na odpowiedź kontynuowałam:
- Masz ochotę pójść ze mną?- dopiero teraz na niego spojrzałam. Wypuścił głośno powietrze i nie odpowiadając zapiął pasy, odpalając samochód. Po chwili usłyszałam donośny śmiech, który tak bardzo lubiłam. Patrzyłam na niego jak na idiotę, ale zanim zdążyłam zapytać o co chodzi, zauważyłam jak pochyla się w moją stronę i składa na moim policzku czuły pocałunek.
- Oczywiście, że pójdę. Wszystko dla najważniejszych osób w moim życiu.- uśmiechnęłam się, ale nie był to szczery uśmiech. Odwróciłam głowę, przełykając ukradkiem ślinę. Poczułam jak na jego ostatnie słowa ściska mi serce. "Jak długo zdołam ich jeszcze okłamywać, nie raniąc samej siebie?" 
Jechaliśmy w ciszy przez dobre dwadzieścia minut. Co jakiś czas spoglądałam na bruneta, ale miałam wrażenie, że zawzięcie o czymś myśli. Postanowiłam mu nie przeszkadzać, ale w pewnym momencie przerwałam ten spokój. Przełykając ślinę, zebrałam się na odwagę i spytałam o coś co męczyło mnie odkąd wyszliśmy z tego marketu.
- Liam?- wpatrywałam się w jego twarz. Chłopak mruknął, dając mi znak, abym mówiła dalej. Sama nie wiedziałam czemu, ale wydawało mi się, że  jest tutaj tylko ciałem, a jego duch jest gdzieś daleko stąd, tak samo jak i jego myśli.
- Skąd znasz tego chłopaka ze sklepu?-  nie odrywałam wzroku od jego twarzy. Widziałam, że wyraźnie się spiął. Jego dłonie mocniej zacisnęły się na kierownicy. Nie patrzył na mnie, ale ja widziałam, że bije się ze swoimi myślami. Wiedziałam, że coś kręci, że kłamie tak jak reszta. Domyśliłam się. Nie byłam idiotką. Może i umierałam, ale to nie odbierało mi zdolności logicznego myślenia. Wiedział, że się zorientowałam. Zastanawiałam się tylko jak długo uda mu się wytrzymać. Kiedy się złamie i wszystko wypapla. I czy faktycznie było to takie nic, jak mi wmawiali.
- Stary znajomy.- odpowiedział, nie odrywając wzroku od drogi. Zmarszczyłam brwi, ale o nic więcej nie pytałam. Zauważyłam dom. Bez słowa wysiadłam z pojazdu i ruszyła, pogrążona we własnych myślach.
Pchnęłam drewnianą powierzchnię i niemal natychmiast do moich uszu dotarły dźwięki rozmowy. Zdjęłam buty i oparłam się o ścianę, wsłuchując się w rozmowę. Nie ukrywałam się. Nie miałam takiej potrzeby. Stałam w progu, ale wszyscy byli tak zajęci rozmową, że żaden z nich mnie nie zauważył. Byli tu wszyscy. Gemma z Mią, Louisem i Liamsonem na podłodze. Zayn, Perrie, Niall i Caroline siedzieli na kanapie.
- Ona też ma przed nami sekrety.- usłyszałam głos Perrie. Zamarłam. Zorientowali się. Wiedzą, że coś jest nie tak. Tylko... jak?
- I tak uważam, że powinniśmy jej powiedzieć. Zatajanie tego jest kompletnie bezsensu. Prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, a wtedy znienawidzi nas wszystkich.- Caroline coraz bardziej ściskała dłoń blondyna. Wierciła się niespokojnie, a ja postanowiłam wejść. I tak by mnie zauważyli.
- Kogo znienawidzę?- spytałam, siląc się na radosny ton głosu i lekki uśmiech.
- Mama!- usłyszałam, a po chwili mała zerwała się na równe nogi i podbiegając wtuliła się w moją rękę. Ucałowałam ją w czubek głowy, sadzając ją sobie na kolanach. Zajęłam miejsce obok zdezorientowanego mulata. Podniosłam brew, zaplatając małej warkocza.
- Emm... Nialla. Zeżarł wszystkie żelki.- Perrie próbowała zażartować. Zaśmiała się nerwowo, a ja uśmiechając się szerzej zaśmiałam się pod nosem. Oczywiście, że kłamali. Przywykłam do tego, jednak coraz bardziej wywoływało to u mnie irytacje i zawód. Gemma nie odezwała się ani słowem, odkąd weszłam. Wszyscy nagle zamilkli. Bali się powiedzieć za dużo. Czułam napięcie. "Tajemnice nas wykończą".
- Mamusiu, kiedy przyjdzie do nas wujek Harry?- pytanie z ust Mii zbiło mnie z tropu. Ona natomiast patrzyła na mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami, a ja przeniosłam wzrok na pozostałych. Siedzieli sztywno, a ich twarze zrobiły się białe jak kreda. Bingo, Amy.
- Wujek Harry? Cóż... przykro mi kochanie, ale nie wiem. Ale możesz mi coś o nim przypomnieć? Chyba dawno go u nas nie było. Nie pamiętam aby był.- zaakcentowałam ostatnie słowa. Zauważyłam jak Gemma wstaje gwałtownie i wybiega z pokoju. Serce podpowiadało mi, abym za nią biegła, ale rozum kazał dalej wykorzystywać małą do uzyskania informacji. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale cz ułam, że to jedyne wyjście.
- No jak to! Wujek Harry jest najfajniejszy na świecie! Uczył mnie grać na gitarze, dużo rozmawialiście i zabrał cię na wakacje! To przecież braciszek cioci Gemy! Schowałam nawet dla ciebie jedno zdjęcie. Poczekaj!- słowotok jaki wypłynął z jej ust, sprawił, że nic już nie rozumiałam. Nie miałam pojęcia, że Gemma ma brata, że jechałam z kimś na wakacje. Spojrzałam na pozostałych. Siedzieli wpatrzeni w swoje palce. Tylko Carly patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem i wzdychając wstała.
- Mówiłam, że tak będzie.- szepnęła i skierowała się w stronę, w którą pobiegła kilka minut wcześniej blondynka. Wciąż osłupiała nie zauważyłam jak moja mała córeczka wraca i kładzie na moich kolanach zdjęcie. Spojrzałam na podpis z tyłu. Moje serce zamarło. "Dla słodkiej Amy, Harry xx". Powoli odwróciłam fotografie. Ujrzałam na niej dwie postacie. Dziewczyna stała odwrócona w stronę kamery, a chłopak stał za nią. Oboje wpatrywali się w siebie jak w obrazek. Zawsze cieszył mnie widok zakochanych par. I teraz zapewne też bym się cieszyła, gdyby nie jeden fakt, który sprawił, że moje serce stanęło. Na zdjęciu byłam ja. Z najszczerszym uśmiechem, wypełnionym radością. Ale największym szokiem było dla mnie to, kto mnie obejmował. Jego duże ręce obejmowały moje biodra, a wzrok wyrażał najszersze uczucie. Za mną stał chłopak ze sklepu.
Czując jak w kącikach oczu zaczynając błyszczeć mi łzy, uniosłam wzrok. Nie rozumiałam zupełnie nic. W mojej głowie krążyło tysiąc pytań, na które chciałam, ale bałam się poznać odpowiedź.
- Sądzę, że nadszedł czas na szczerość nie uważacie?- szepnęłam, wyłapując spojrzenie Malika, który usilnie starał się unikać moje parzącego wzroku. Nikt się nie odezwał. Za sobą natomiast poczułam obecność.
- Chcesz byśmy byli z tobą szczerzy? Dobrze. Ale nam należy się to samo, nie uważasz?- usłyszałam jego głos. Odwróciłam się gwałtownie, napotykając brązowe tęczówki. Przełknęłam ślinę. Moja pewność siebie, którą miałam jeszcze chwilę temu wyparowała w jednej chwili. Czyżby nadszedł czas na prawdziwą szczerość z obu stron? Nikt się nie odezwał. Przez kilka minut było słychać tylko nasze przyśpieszone oddechy. Cisze pełną napięcia przerwał dzwonek do drzwi. Wzdrygnęłam się, ale jako jedyna wstałam z zamiarem otworzenia. Każdy pogrążył się we własnych myślach. Chwyciłam za klamkę, nie wiedząc kogo się spodziewać. Spodziewałam się zobaczyć dostawce pizzy lub listonosza. Napotkałam jednak pustkę. Spojrzałam w dół, gdzie leżała śnieżnobiała koperta. Zmarszczyłam brwi, podnosząc ją. Weszłam do środka i zauważając, że koperta jest zaadresowana moim nazwiskiem, otworzyłam ją. Przechodząc prób salonu, przeczytałam pierwsze słowa.
"Szanowna pani Knightley. Przesyłamy wyniki DNA zgodnie z pani prośbą. Laboratorium... "
Zaraz. Z jaką moją prośbą?





Witam moje mordeczki! Wiem, rozdział miał być jutro, ale wstawiam dziś. Udało mi się go napisać. Prawdę mówiąc już nie mogłam wytrzymać, ale miałam mały zanik weny. Ale udało się!
Sekrety zaczynają wychodzić na jaw? Co, kto i ile wyjawi? Nasza mała Mia nieświadomie wyznała tak starannie skrywane tajemnice. A początek? Pewnie spodziewaliście się, że przypomni sobie jakieś wspomnienie związane z Harrym co? A ten sen? I ostatnie pytanie- jakie wyniki DNA? :O Tyle pytań!

Bajdzo proszę o komentarze mordki! Motywuje to na prawdę ogromnie! :)
Ps. Piosenka cudowna *.*



































poniedziałek, 20 lipca 2015

Przepraszam

Rozdział pojawi się w niedzielę. Wszystko wyjaśnię w następnej notce. Za opóźnienia przepraszam.


piątek, 10 lipca 2015

29. "On nigdy się nie dowie w jaki sposób kłamiesz, kiedy na mnie patrzysz. Więc niech próbuje dalej, ale wiesz, że widzę wszystkie szczegóły, które sprawiają, że jesteś kim jesteś. Czy on wie, że umiesz poruszać się w taki sposób? Czy on wie, że nigdy nie wrócisz?"




POV Liam





- W co ty grasz, Liam?- usłyszałem jego głos, który przyprawił mnie o dreszcze. Przełknąłem ślinę, widząc, że chłopak robi krok w moją stronę. Nie ruszyłem się z miejsca choć nogi same rwały mi się do ucieczki, ale doskonale wiedziałem, że jeśli teraz z nim nie porozmawiam mogę nie mieć już następnej okazji. Lustrowałem uważnie jego twarz. Zmrużył oczy, a jego klatka piersiowa unosiła się i opadała nierównomiernie. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały wiedziałem już na pewno. On wiedział.
- Wiesz.- bardziej stwierdziłem niż zapytałem. Brunet wpatrywał się przez chwilę w moje oczy, nawet nie chwilę się nie odwracając. Ten wzrok przerażał mnie. Miałem wrażenie, że on zna wszystkie moje kłamstwa. Że on wie o wszystkim. Postanowiłem się jednak opanować i z transu ocucił mnie jego cichy, zachrypły głos.
- O czym? O tym, że Amy nosi moje dziecko, a nie twoje?- skinąłem głową, nadal nie spuszczając wzroku. Nie mogłem Nie chciałem aby miał satysfakcje. Musiałem szybko przeanalizować w głowie plan. Musiałem zdecydować czy skłamać i brnąć w to dalej, czy powiedzieć mu prawdę. Decyzję pomogła mi podjąć jedna myśl. O czymś sobie przypomniałem i miałem okazję to teraz wykorzystać. Nastała długa cisza, którą przerwało jedno pytanie, którego nie spodziewałem się usłyszeć.
- Przespałeś się z nią?- uniosłem gwałtownie głowę, chcąc skojarzyć czy żartuje. Jednak jego wyraz twarzy zdradzał śmiertelną powagę. Prychnąłem, kręcąc z niedowierzaniem głową. Spojrzałem w jego oczy. Jemu wcale nie było do śmiechu. Zadał poważne pytanie i oczekiwał poważnej odpowiedzi.
- Przecież wiesz jaka jest prawda. Po co pytasz?- rzekłem cicho, wciąż przeszywając go wzrokiem. W odpowiedzi westchnął cicho, i podchodząc jeszcze jeden krok, spojrzał mi głęboko w oczy. Jeśli jego wzrok mogłby zabijać, byłbym już dawno martwy.
- Bo chcę to usłyszeć od ciebie. Przeleciałeś ją?- brzmiał jakbyśmy wcale nie mówili o Amy. O dziewczynie na, której mu rzekomo zależało.
- Nie. Nie spałem z nią do cholery! Nie mógłbym jej tego zrobić. Na pewno nie teraz, kiedy nie wie co się wokół niej dzieje.- wykrzyczałem, nie wytrzymując. Nie obchodziło mnie to, że byliśmy w sklepie, a kilkoro ludzi zwróciło na nas swoją uwagę. Ale dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że wydałem naszą małą tajemnicę. Teraz nie było już odwrotu.
- Co to znaczy? I dlaczego ona myśli, że jesteś ojcem jej dziecka skoro z nią nie spałeś? Dlaczego do cholery ona mnie nie poznaje? Zrobiliście jej pranie mózgu czy…
- Miała wypadek. Zemdlała na środku drogi. Samochód nie zdążył wyhamować.-
mój głos drżał, kiedy przypominałem sobie ten feralny dzień. Postanowiłem jednak przemilczeć to, że w pewnej części była to moja wina. Nie wiedziałem czemu, ale coś podpowiadało mi, że nie powinienem mu mówić otwarcie o tym co czuję. Nie ufałem mu.
- Amnezja.- odezwał się. Skinąłem powoli głową, unosząc głowę do góry. Chłopak jednak spuścił wzrok i wpatrywał się w nieokreślony punkt. Intensywnie nad czymś myślał. Dopiero po dłuższej chwili podniósł swoje spojrzenie. Dojrzałem w nim błysk przerażenia.
- Nie pamięta mnie.- tym razem zaprzeczyłem ruchem głowy.
- Nie pamięta, że Harry Styles kiedykolwiek istniał. Nie pamięta nic co z tobą związane. Megan także.- uprzedziłem jego kolejne pytanie. Spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, którego nie mogłem do niczego porównać. Skinął tylko głową, nic nie mówiąc. Nie wiedziałem co mam o tym myśleć. Nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Kochasz ją?- spytał tak nagle, że poczułem jak moje serce staje. Spojrzałem przerażony w jego oczy, które w świetle lekko się szkliły. A może tak mi się tylko zdawało.
- Ja...
- Nie zaprzeczaj. Kochasz ją. Kochałeś od początku.- stwierdził, wpatrując się we mnie jakbym był jakimś dziwnym, niespotykanym zjawiskiem. Nie miałem pojęcia co mam zrobić w tej sytuacji. Nie mogłem się ruszyć i miałem wrażenie, że zapomniałem jak się oddycha. Nastała dłuższa chwila ciszy, którą chłopak najwidoczniej uznał za aprobatę. Nagle do moich uszu dotarło coś czego nigdy bym się nie spodziewał. Na pewno nie w tym momencie. Śmiech. Jego śmiech. Śmiech przepełniony kpiną, jadem i czymś czego nie mogłem nazwać. "Nienawiść..."
- Wciąż nie mogę nadziwić się z jej naiwności. Na prawdę myślałem, że jest mądrzejsza, a tymczasem poszło tak łatwo.- mówił, oglądając rzeczy na pierwszej lepszej półce jaka wpadła mu w oko. Zmarszczyłem brwi, patrząc na niego zdezorientowany. Byłem pewien tylko jednego- mówił o Amy. Nie zdążyłem o nic zapytać, bo lokaty, widząc moją minę tylko zaśmiał się ponownie pod nosem i zaczął nienaturalnym głosem.
- Nie udawaj, Payne. Ty jako jedyny od początku przeczuwałeś moje zamiary. Ty jako jedyny potrafiłeś odczytać moje zachowanie. Od początku chodziło tylko o jedno. O seks. Przeleciałem ją, więc nic już tu po mnie. A dziecko? Dziecko to wypadek przy pracy. To nie powinno się zdarzyć. Ale się zdarzyło. Trudno. Pech. Ale cieszę się, że nie poniosę za to odpowiedzialności.- mówiąc to wszystko uśmiechał się szeroko i nawet na mnie nie patrzył. Obserwowałem każdy jego ruch, doszukując się jakichkolwiek sygnałów, że kłamie. Nie znalazłem niczego takiego, jednak nie mogłem się powstrzymać przed dodaniem komentarza. Powinienem go zamordować, przygwoździć do jednej z wielu półek za to co przez chwilą powiedział, ale zamiast tego stałem jak skamieniały w jednym miejscu, wpatrując się w niego z otwartymi ustami.
- Kłamiesz. Wiem, że kłamiesz. Nie wierzę ci, rozumiesz? Nie wierzę, że tak nagle przestało ci na niej zależeć.- warknąłem, zaciskając pięści. Mimo tego, że mówił o niej w tak okropny sposób, stałem nic nie robiąc. Wiedziałem, że to chore i egoistyczne, ale cieszyłem się z takiego obrotu spraw. Cieszyłem się, że nie będzie już mącił w naszym życiu. W życiu dziecka, które przecież było tak jakby moje. Zamiast spotkać się z jego morderczym spojrzeniem, zauważyłem jak robi kilka kroków i, podchodząc do mnie staje ze mną twarzą w twarz. Mierzył mnie przeszywającym spojrzeniem, a ja w jego oczach widziałem tylko puste. Zieleń przekształciła się w ponurą czerń. Przeszywał mnie na wylot, posyłając nagle krzywy uśmiech.
- Nie przestało mi zależeć, bo nigdy mi nie zależało. Ona jest dla mnie nikim. Nikim istotnym. Cieszę się, że mnie nie pamięta i mam nadzieję, że tak pozostanie już na zawsze.- mówił, a jego wyraz twarzy pozostał niewzruszony. Kiedy miał odejść, odwrócił się i powiedział:
- Nie musisz mi wierzyć. Nie potrzebuję tego. Chciałem tylko żebyś wiedział. Tak będzie lepiej.- i zniknął za jedną z półek. Stałem osłupiały, nie mogąc przetrawić tego wszystkiego, kiedy do mojej głowy uderzyła jedna myśl. Pędem pobiegłem za Stylesem, próbując go dogonić. Kiedy udało mi się go ujrzeć za jedną z kobiet, przyśpieszyłem, chwytając go za nadgarstek. Chłopak nawet się nie odwrócił. Wiedział, że to ja.
- Harry! Wiesz coś czego Amy nie chce nam powiedzieć, prawda? Coś ważnego. Coś co przed nami ukrywa.- mówiłem, puszczając go. Stał do mnie plecami, nic nie mówiąc. Kiedy straciłem nadzieję, na jakąkolwiek reakcję, w końcu się odezwał.
- Skoro wam nie mówi, musi mieć ku temu powody.- stwierdził. Westchnąłem, przeczesując włosy palcami.
- Ode mnie niczego się nie dowiecie. Ale mam radę.- powiedział i dopiero wtedy zaszczycił mnie spojrzeniem. Oczekiwałem na jego dalszą część, uświadamiając sobie, że prawie w ogóle nie oddycham.
- Jeśli nie chcesz jej stracić, szybko działaj.- i to było ostatnie co od niego usłyszałem. Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, chłopak zniknął z pola mojego widzenia.



POV Harry




Szybkim krokiem wyszedłem z budynku, aby uniknąć kolejnych pytać Liama. Miałem dość. Dość wszystkiego. Dlaczego to wszystko musiało się tak skończyć? Tak. Dla mnie był to już koniec. Powiedziałem to co miałem do powiedzenia. Niech chociaż jedno z nich zna prawdę. Ich prawdę. W przypływie chwili odwróciłem się, napotykając znajome tęczówki. Siedziała w aucie, opierając się o szybę. Patrzyła na mnie, przeszywając mnie swoimi niebieskimi oczami. Kąciki jej ust podniosły się lekko do góry. nie odwzajemniłem gestu. Miałem szczerą nadzieję, że nigdy sobie o mnie nie przypomni. Zauważyłem jak jej jedna ręka, głaszcze opiekuńczo swój własny brzuch. Brzuch, w którym rozwijało się moje dziecko. Nieplanowane. Niespodziewane. To ja je stworzyłem, ale ono nigdy nie miało poznać swojego prawdziwego ojca. Jego matka będzie go nieświadomie okłamywała. Tak jak i samą siebie. Odwróciłem się gwałtownie, szybkim krokiem, kierując się do swojego samochodu. Czułem na sobie jej zdziwione spojrzenie. Szybko wytarłem jedną maleńką łzę, która bezczelnie postanowiła wypłynąć z mojego oka. Ostatnia łza, którą miałem kiedykolwiek wylać. Nigdy więcej.
- Tak bedzie lepiej. Tylko dla kogo?



POV Liam




Spakowałem wszystkie zakupy do bagażnika, zamykając klapę.
- Kupiłem wszystko co chciałaś, ale...- zacząłem, ale szybko przerwałem, uświadamiając sobie, że brunetka śpi oparta o szybę. Oddychała równomiernie, trzymając lewą dłoń na zaokrąglonym brzuszku. Uśmiechnąłem się pod nosem, odgarniając niesforny kosmyk włosów z jej twarzy. Kiedy miałem już odpalać samochód, dziewczyna poruszyła się niespokojnie. Spojrzałem na nią i w tym samym momencie, otwierając przerażone oczy, zaczęła płytko oddychać. Patrzyła przed siebie, szepcząc trzy szokujące słowa.
- Coś sobie przypomniałam.







Witam kaczuszki! :)
Jak mijają wakacje? Jak samopoczucie?
Co sadzicie o rozdziale?
Harry tak na prawdę nigdy nie kochał Amy? Odejdzie na zawsze? O czym mogła sobie przypomnieć Amanda?
Robią mały spojler następnego rozdziału- będzie troszkę weselej- pojawi się Mia oraz nasz Liamson! Pojawi się także ktoś, kogo mało się spodziewamy :o i niedługo zostanie także odkryta pewna zatajona tajemnica... Co to takiego? Zobaczymy! :)
Do następnego mordki!